Strona główna     O firmie     Nowości     Zamówienia     Księgarnie     Kontakt    

Chcesz być informowany
o nowościach w naszej ofercie? Zapisz się do naszego newslettera.

   

Książki i albumy  »  Rowerem do Santiago de Compostela - Camino de Santiago

Cena:20,90 złISBN:978-83-60891-14-8
Liczba stron:168Okładka:Miękka
Wymiary:110 x 180 mm

Autor: Piotr Kopacz

Opis:

Bardzo osobista, miejscami refleksyjna opowieść o wyprawie do grobu św. Jakuba, jednego z apostołów Chrystusa. Starodawny szlak tej wędrówki, określany mianem camino, cieszy się coraz większą popularnością, zwłaszcza wśród pielgrzymów
z Europy Zachodniej. Z jednej strony książka stanowi niejako dziennik z podróży,
z drugiej zaś posłużyć może jako swoisty przewodnik. Prócz wielu trafnych spostrzeżeń i praktycznych wskazówek, autor nie stroni od własnych wynurzeń, które zdradzają jego życiowy bagaż, częstokroć zdrowy dystans do rzeczywistości, ale też skłaniają
do przemyśleń. W poczuciu niepewności, w zderzeniu z własnymi słabościami, autentyczność jego przeżyć na Szlaku św. Jakuba uczy również pokory.

Książka jest dostępna również w księgarni internetowej
http://www.paganini.com.pl/Piotr_Kopacz_Rowerem_do_Santiago_de_Compostela,2986,produkt.html


W prasie:

Kurier

Camino – na drodze zmagań i refleksji



Jaka to opowieść? Przejmująca? Może… Trudno to orzec; zależy jak dla kogo… – kwestia indywidualnego odbioru, subiektywnego. Owszem, jak na polskie, rodzime „standardy”, może miejscami wręcz bulwersować. Czym jednak?… – szczerością autorskiej wypowiedzi czy też nabytym dystansem do religijnych zachowań? Dystansem polskiego „Niemca” z Leszczyn, który od prawie dwudziestu lat mentalnie żyje – było nie było – w innym świecie. Jednego nie sposób mu odmówić: autentyzmu przeżyć, doświadczeń
i osobistych refleksji, jakie towarzyszą bodaj każdemu, kto znalazł się na Szlaku św. Jakuba. To właśnie camino; popularna zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej pielgrzymka do grobu jednego z apostołów Chrystusa.



Właściwie miał to być wywiad. Taki… pasowny; w sam raz na święta. Jego bohaterem miał być Piotr Peter Kopacz: swojskie klimaty, człowiek stąd, wyjechał jak wielu innych; nade wszystko jego życiowa pielgrzymka plus religijna odnowa. W sam raz na grudniowe wydanie KURIERA… Była to jednak połowa listopada, kiedy to ledwie snuły się plany związane z wydaniem tej książki; no i rychłym przyjazdem jej autora do Polski.

* * *


Grudzień. Książka w druku [a może już wydana]. Piotr Peter był i pojechał. „Podpisał się” raz jeszcze pod wszystkim co przeżył i przelał na papier. Przy okazji tej ostatniej wizyty wspomniał czy też dodał coś od siebie…
– Mam 50 lat. Urodziłem się i długie lata mieszkałem w Leszczynach, na Sportowej, niedaleko boiska „Piasta”. Zanim wyjechałem na Zachód, pracowałem na „Budryku”; praktycznie od początku, kiedy budowana wówczas kopalnia zatrudniała raptem około 200 osób. Oj, wiele mógłbym powiedzieć o tamtych czasach na kopalni. To właściwie nadaje się na kolejną książkę! Byłem wtedy kierownikiem, na powierzchni. Od tego czasu minęło już prawie 19 lat. Mieszkając w Niemczech pracuję teraz jako przedstawiciel firmy, która swoją siedzibę ma w Chorzowie, a zajmuje się stalowymi konstrukcjami.

* * *


To nie Jasna Góra czy Licheń. I nigdy, przenigdy ŻADNA alternatywa! Już bowiem samo porównanie dla wielu pachnie bluźnierstwem. „Rowerem do Santiago de Compostella” to jednak osobisty, refleksyjny dziennik z podróży, okraszony tym,
co nie sposób recenzować bez osobistych zmagań; począwszy od zmagań „samego
z sobą” – własnymi, życiowymi doświadczeniami – po te wynikające z trudów pielgrzymowania, codziennego wiktu i opierunku, na przestrzeni tysiąca kilometrów.
To dystans, który uczy pokory, który można przebyć pieszo, konno(!) lub na rowerze, w spiekocie i niepewności, poprzez własne słabości, nawet pokusy, aż po kres wędrówki; pielgrzymki.

Autorowi książki trudno odmówić wielu trafnych spostrzeżeń; bywa, że dość osobliwych, wręcz wstydliwych. Zamiast się oburzać, warto je może przemyśleć; także (po)przez pryzmat religijności, jaka dzieli Polskę od reszty świata, w tym przypadku
od „Zachodu”. (r)




Głos Ornontowic

ROWEREM DO SANTIAGO DE COMPOSTELA


U grobu św. Jakuba



Z Ornontowicami wiążą go już tylko wspomnienia. Jak podkreśla, w swoim fachu był niegdyś jednym z pierwszych pracowników kopalni „Budryk”.
W końcu jednak rozstał się z górnictwem, poniekąd także z Polską. Niemal dwadzieścia lat temu – podobnie jak wielu innych – zdecydował się na wyjazd do Niemiec. Kiedy przyszedł czas życiowych refleksji, wybrał się
w samotną podróż Szlakiem św. Jakuba zwanym potocznie camino;
w pielgrzymkę do hiszpańskiego Santiago de Compostela, do grobu jednego z Apostołów Chrystusa. A co widział i co przeżył… - przelał na papier…


„Rowerem do Santiago de Compostela” to refleksyjny dziennik z podróży Piotra Kopacza; byłego pracownika ornontowickiego „Budryka”, obecnie „niemieckiego” przedstawiciela chorzowskiej firmy specjalizującej się w konstrukcjach stalowych.
Już tylko z tego względu – pomijając względy rodzinne - jego kontakty z Polską pozostają niejako na porządku dziennym. Jednak przy okazji jednej z ubiegłorocznych odwiedzin przywiózł w rodzinne strony nie tylko pomysł na własną książkę, ale od razu tekst i mnóstwo fotografii ze swej rowerowej wyprawy…

Jak się okazało, całość tego wszystkiego stanowiło idealną wręcz dokumentację,
z zawartością wielu cennych, praktycznych uwag, które mogą posłużyć jego naśladowcom. Z drugiej strony trudno tu o naśladownictwo czy nowatorstwo, bowiem camino to w istocie średniowieczny trakt pątniczy, szczególnie popularny w Europie Zachodniej. Trudno oczywiście w kilku zdaniach oddać jego klimat; malowniczych terenów południowej Francji, tym bardziej północnej Hiszpanii czy wreszcie samych wrażeń i przeżyć z podróży… - ostatecznie więc zostały one zebrane w wydaniu książkowym.

Co ciekawe, sama książka urzeka nie tylko autentyzmem przeżyć autora, lecz też jego dystansem do rzeczywiści, nawet religijności. Intrygujący wydaje się bagaż życiowych doświadczeń samego podróżnika, bądź co bądź człowieka w dojrzałym wieku. Skąd chyba wyłania się pewnego rodzaju rezerwa, z jaką podchodził do wszystkiego,
co stanęło mu na drodze. Poza tym lektura o wyprawie do grobu św. Jakuba to również lekcja pokory w zderzeniu z trudami samotnej wyprawy, własnymi słabościami,
w cichości własnych przemyśleń, na które w codziennej gonitwie zazwyczaj brakuje nam czasu. A szkoda. Być może wielu z nas trzeba właśnie takiej samotni jak camino; „pobycia” samemu z sobą. Po co? - aby nabrać sił do dalszej wędrówki, już poza utartym szlakiem; przez życie. (r)





Region po godzinach

CAMINO PANA PIOTRA



Adrian Karpeta

Jedną noc spędził pod jednym dachem z... krowami. Na śniadanie najczęściej pił szklankę wody ze źródła. Piotr Kopacz, inżynier pochodzący
z Leszczyn, wyruszył na rowerze do Grobu św. Jakuba w północno-zachodniej Hiszpanii. To jeden z najsłynniejszych szlaków pielgrzymkowych. Pokonał go samotnie. Swoje camino opisał w książce „Rowerem do Santiago de Compostela czyli jak dotarłem do Grobu
św. Jakuba”.


— Byłem mężczyzną dochodzącym pięćdziesiątki. Zawodowo i rodzinnie czułem się spełniony. Żona, dorosłe już córki, które mają swoje życie. Byłem dyrektorem oddziału sporej fi rmy, miałem pod sobą 200 ludzi. Zacząłem się zastanawiać, czy to już wszystko. Czy i co jeszcze mogę osiągnąć — opowiada.

W czasie niedzielnego przeglądu prasy natknął się na kilkustronnicowy reportaż opisujący historyczny szlak pielgrzymkowy. — Artykuł był na tyle ciekawy, że przeczytałem go od deski do deski. Na końcu stwierdziłem, że sam bym tak chciał. Znaleźć się nagle w Hiszpanii i tak jak średniowieczni pielgrzymi walczyć ze wszystkimi trudami i niewygodami. W chłodzie, głodzie, samotności — wspomina.

Potem trafi ł na popularną książkę „Pielgrzym” Coelho. — Flaki z olejem. Za dużo fantastyki, momentami po prostu brednie — skomentował po przeczytaniu. Temat camino ciągle jednak wracał. Pan Piotr szperał w internecie, trafi ł na ciekawszą książkę... W końcu, po dwóch-trzech latach od pierwszego artykułu, zdecydował się. Wybrał termin - wczesna jesień 2006 r. i środek lokomocji - rower. Bo szybciej niż na piechotę. A to było dla niego ważne. Ze względu na żonę, która została w domu,
i pracę, z której wyrwał się na kilkutygodniowy urlop.

darmowe wino dla pielgrzyma

Do granicy francusko-hiszpańskiej, gdzie miało rozpocząć się pielgrzymowanie, dotarł wygodnie. Załapał się, po dołożeniu do paliwa, do samochodu studentów, którzy jechali nad Atlantyk. Przegadał z rówieśnikami swoich córek wiele godzin, na jednym
z postojów wypalił... pierwszego w życiu jointa. 5 września 2006 r. wsiadł na rower. Pierwszy kryzys przyszedł drugiego dnia podróży - jeszcze przed dotarciem do małego miasteczka Saint-Jean-Pied-de Port, z którego ofi cjalnie wyruszają pielgrzymi. Jazda w 45-stopniowym skwarze była niemożliwa. Najmniejsza górka była nie do pokonania. Pan Piotr pchał ciężki rower, co kawałek odpoczywał. Zdesperowany myślał o tym, żeby zabrać się z kimś samochodem. W końcu około 19., zatrzymał się przed gospodarstwem rolnym, które oferowało też noclegi. Niestety, wszystkie miejsca były zajęte. Właścicielka pozwoliła mu przenocować w oborze, razem z krowami. Mył się
w wodopoju dla bydła... — To była moja granica. Gdybym ją przekroczył, pewnie bym padł. W czasie wędrówki napotkałem krzyż upamiętniający pielgrzyma, który zmarł na trasie. Wtedy dotarło do mnie, że ja też tak mogłem skończyć — przyznaje pan Piotr.

W biurze meldunkowym w Saint Jean-Pied-de Port po raz pierwszy waży swój bagaż. Wychodzi ponad 40 kilogramów! Do tego 20-kilogramowy rower! Postanawia odchudzić ekwipunek. Do domu wysyła namiot i dmuchany materac oraz dżinsy. Pozbywa się wojskowego niezbędnika (nóż, widelec, otwieracz do konserw), szwajcarskiego scyzoryka (— Nie wiem po co brałem trzy scyzoryki — śmieje się dzisiaj), grzałki elektrycznej, półlitrowego garnka. Dzięki temu „stracił” ponad 10 kg. — W bazie meldunkowej dla pielgrzymów po raz pierwszy zobaczyłem stosy różych rzeczy pozostawionych przez caminowiczów. Potem ten obrazek widziałem jeszcze wiele razy. Ludzie zostawiali w noclegowniach ubrania, jedzenie. Każdy pielgrzym mógł wybrać sobie coś za darmo — opowiada pan Piotr.

On miał stałe menu. Na trasie kawałek bagietki, pomidor i ząbek czosnku na odporność. Potem kawa, ewentualnie rogalik albo ciasteczko. Wieczorem kolacja. Albo w domu pielgrzyma, albo gdzieś w knajpie na mieście. Wtedy też pozwalał sobie na butelkę piwa czy wina. Wino to nic zdrożnego na szlaku. Na tyłach winiarni znajdującej się obok zabudowań poklasztornych są nawet kurki, z których płynie ten napój! Można odkręcić i pić do woli. Albo napełniać puste butelki. Zupełnie za darmo.

każdy niesie kamień

Do katedry w Santiago de Compostela, gdzie znajduje się grób św. Jakuba, dotarł 22 września. Podchodząc do figurki świętego, zauważył zakonnika, dzierżącego w dłoni obrazki. Nikomu ich nie dawał. - Pomyślałem: upomnę się. Ale kiedy zakonnik mnie zobaczył, uśmiechnął się i wręczył mi obrazek św. Jakuba. Cieszyłem się. Byłem dumny, że wśród turystów rozpoznał prawdziwego, zmęczonego caminowicza — wspomina pan Piotr.

Na końcu pielgrzymki poczuł niedosyt. Że dotarł za szybko, że coś mu umknęło.
Nie zdołał np. rzucić palenia, choć sobie obiecywał. Nawet zostawił paczkę pod symbolicznym krzyżem Cruz de Ferro. To miejsce, gdzie pielgrzymi wyrzucają zabrane z domów kamienie, co symbolizuje pozbycie się problemów. Papierosy zabrali polscy kierowcy i oddali je właścicielowi... — Chyba jednak czegoś się nauczyłem. Przede wszystkim cieszenia się z drobnych rzeczy. Na przykład ze spotkania z 90-latkiem, który, czekając na autobus, opowiedział mi o swoim camino, a na koniec podarował poobijaną, wyciągniętą z torby gruszkę. Chyba też mniejszą wagę przywiązuję do rzeczy materialnych. I np. potrafi ę zaprotestować, kiedy żona chce coś kupić, a ja uważam, że nie jest to nam niezbędne — mówi.

Chce jeszcze raz przebyć camino - tym razem na piechotę. Planuje wyruszyć
w przyszłym roku. Będzie ku temu szczególna okazja. Miasto Santiago de Compostela przeżywać będzie Rok Święty. Ogłaszany jest wtedy, gdy dzień 25 lipca, uroczystość św. Jakuba Apostoła, przypada w niedzielę.


Są też kontrowersje

Książka „Rowerem do Santiago de Compostela czyli jak dotarłem do Grobu św. Jakuba” ukazała się nakładem agencji reklamowo-wydawniczej Vectra
z Czerwionki-Leszczyn. To dokładna relacja z pielgrzymki. — Nie prowadziłem notatek, moją drogę odtwarzałem już w domu, na podstawie zdjęć — opowiada autor. Przyznaje, że chciał, by książka wywołała trochę kontrowersji. Autor zastanawia się np. czy kult św. Jakuba nie jest za bardzo skomercjalizowany. — To szczera opowieść, dlatego zastanawiałem się, czy wydać ją pod swoim nazwiskiem — mówi Piotr Kopacz. W książce nie ma ani jednego zdjęcia, na którym widać pana Piotra.

Piotr Kopacz ukończył Technikum Mechaniczne w Rybniku i Politechnikę Śląską. Pracował m.in. w kopalniach Szczygłowice i Budryk. W 1989 r. zdecydował o wyjeździe za granicę, zamieszkał w Niemczech. W rodzinnych Leszczynach bywa kilka razy
w roku.



przeczytaj



przeczytaj



przeczytaj



przeczytaj





• Polecamy: Droga - Szlak Św Jakuba - Camino de Santiago

STRONA GŁÓWNA   |   O FIRMIE   |   NOWOŚCI WYDAWNICZE   |   ZAMÓWIENIA   |   KONTAKT


• Wykonanie: StudioTOMcom.pl 2008